I jeszcze jeden Miś.

I jeszcze jeden Miś.

Zużyty, chyba nawet przejechany. A skoro już były inne… Misie… Szczególnie te zużyte – mają w sobie niekiedy zdumiewającą ekspresję. Jednen z pierwszych albumów zdjęciowych z nimi, jakie widziałem (bodaj z wyd. Taschen) robił wielkie wrażenie, wtedy. Dziś może mniejsze – jest ; szczególnie w czasach fotografii cyfrowej. Ale te analogowe Misie…